Polski most?

Właściwie powinniśmy się już przyzwyczaić do otaczającego nas niechlujstwa myślowego czy po prostu głupoty. Okazuje się jednak, że pojawiają się kolejne granice do przekroczenia i „punkty” do zdobycia. Od kilku dni obserwuję dyskusję na temat losów mostu kolejowego przy zaporze w Pilchowicach na Dolnym Śląsku (niem. Bobertalsperre Mauer, Talsperre Mauer, także Mauertalsperre). Amerykańscy filmowcy upałtrzyli ten zabytek architektury przemysłowej i chcieli w spektakularny sposób wysadzić go w powietrze podczas realizacji najnowszej części popularnego filmu „Mission: Impossible”. Nie będę komentować tego pomysłu, w sposób wyczerpująco zrobiła to przede mną red. Beata Maciejewska. Odsyłam do jej tekstu. Moją uwagę zwrócił natomiast nagłówek artykułu po niemiecku zamieszczonego na stronie Polskiego Radia, który głosił:

Mission Impossible 7 Produzenten planen 100 Jahre alte polnische Brücke zu sprengen (Mission Impossible 7. Producenci planują wysadzić w powietrze 100 letni polski most).

Następnie autor / autorka tekstu (występuje pod pseudonimem) pisze (w tłumaczeniu na polski, nazwy miejscowości podane są w tekście wyłącznie po polsku):

151-metrowy most został wybudowany w 1909 roku dla połączenia Wlenia z Jelenią Górą na dwóch filarach z piaskowca i zawieszony 40 metrów nad jeziorem Pilchowickim. Początek linii kolejowej, oficjalnie zainaugurowanej 28 lipca 1909 roku, spotkał się w tym czasie z dużym zainteresowaniem, przede wszystkim ze względu na malowniczą trasę – do końca lat dwudziestych XX miało z niej korzystać 70 000 turystów rocznie.

Ani słowa o tym, że most znajdował się w ówczesnych Niemczech, a jego oficjalnego otwarcia dokonał osobiście nie byle kto, bo sam cesarz, Wilhelm II, trzy lata później, 16 listopada 1912 r.

Zastanawiam się, czy takie skróty myślowe, tworzące nową historyczną rzeczywistość są już czymś pospolitym. Oby to było tylko myślowe niechlujstwo lub głupota. Autor tego tekstu nie zna lub nie uważa za stosowne uwzględnić uwarunkowań wynikających z przynależności Śląska w XIX i XX w.

„Polski most” może odnosić się jedynie do dzisiejszego jego położenia, może być jednak także swego rodzaju zawłaszczeniem, określającym jego pochodzenie („polskie obozy” są dla nas nieakceptowalne przecież). Podobnie jest z nazwami. Pisałem o tym przy innej okazji. Istnieje polsko-niemieckie porozumienie, które reguluje te kwestie. Podane w tym tekście po polsku nazwy nie były nazwami urzędowymi używanymi w okresie budowy i pierwszych dekadach funkcjonowania mostu.

Przypomina mi to jeden z polsko-niemieckich (niemieckich czytaj enerdowskich) przewodników dla uczniów z lat 70. XX wieku, w którym przekonywano, że uczniowie zwiedzający Wrocław (nie użyto niemieckiego odpowiednika nazwy) zwiedzali najstarszy polski ogród zoologiczny.

  •  
  •  
  •  
  •  

2 komentarze do wpisu „Polski most?”

  1. W gdańskim Muzeum Archeologicznym była do połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku wystawa stała – o ile dobrze pamiętam – pod nazwą „1000 lat Polski nad Bałtykiem”. Za pomocą kilku popielnic, kilku skorup oraz „szkieletu starej kobiety” wykazano odwieczną polskość Pomorza Gdańskiego. Zostałem wyproszony z lekcji w muzeum, kiedy zaproponowałem, żeby z tą wystawą objeżdżać RFN i po kolei udowadniać odwieczną polskość kolejnych ziem. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w ciągu ostatnich 15 lat nastąpił renesans tego „narodowego” podejścia do historii w skali regionu. Autor nie mógł napisać, że most jest/był niemiecki, bo „jak wiadomo”, tam „nigdy żadnego Niemca nie było”.

    Odpowiedz
  2. W latach 70. ubiegłego stulecia Ossolineum wydało serię książek zatytułowanych, jeśli dobrze pamiętam, „Polska porcelana”, „Polskie szkło”, czy „Polska broń”. Przynajmniej niektóre z nich obejmowały Ziemie Zachodnie i Północne przed rokiem 1945. Ale chyba – znów jeśli dobrze pamiętam – autorzy tłumaczyli ten zabieg. Jak – tego już nie pamiętam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz